Rokowania przy raku jelita czwartego stopnia z przerzutami do wątroby

użytkownik
Barbara

Ja starcilam matke od raka watroby 12lat temu, nastolatka bylam. Mama byla 2 tygodnie w szpitalu i 8 dni w domu . Nikt nas nie ostrzegl ze to tak szybko bedzie. Lekarze mowili dni miesiace lata, my oczywiscie jako rodzina slyszeli lata i liczyli ze to beda lata. Mama na koniec nie byla za bardzo swiadoma co sie kolo niej dzieje i nie cierpiala. 2 lata temu stracilam ojca na raka pluc. Mial naswietlania i dostal chemioterapie po ktorej niestety cialo sie poddalo, wydak=je nam sie ze za dlugo lekarze zwlekali z podaniem chemioterapii i byl oslabiony. W tym momencie moja babcia zostala zdiagniozowana z rakiem watroby i sa przezuty wszedzie. Chcialabym wam wszystkim powiedziec ze jest nadzieje ale ja juz nie wierze. Trzeba sie przygotowac na najgorsze a jak sie cud stanie to sie stanie. Powodzenia wszystkim...

Reklama
użytkownik
Dorota z Warszawy

Witam wszystkich serdecznie, chciałam się podzielić z Wami historią mojej mamy, która niestety nie pokonała raka jelita grubego.
Po koniec 2010r. moja mama trafiła do szpitala z ostrym bólem brzucha , gdzie po 12 godzinach na izbie przyjęć została wstepnie zdiagnozowana- znaczny guz i przebicie otrzewnej. Po udanej operacji przeprowadzonej przez cudownego lekarza, który postawił wszystko na jedna kartę i operował do 6 rano, udało sie wyciąć wszystkie zmiany - niestety operacja była na tyle poważna, że zaistniała konieczność wyłonienia stomii. Stan po był ciężki, przygotowywali nas na najgorszy scenariusz . Lekarze określili stopień zaawansowania guza na 4 stadium, co daje dość poważne rokowania . W zwiazku z całkowitym wyniszczeniem organizmu wszystko znacznie trudniej się goiło. Po 2 miesiacach od operacji można było dopiero podać chemię, która jak po kilku tygodniach okazała sie nieskuteczna . Nasze naciski na lekarzy przyniosły rezultat w postaci plastrów z morfiną, bo uważano że moja mama udaje, nic ją nie ma prawa boleć ewentualnie zrosty po operacji. Jak sie okazało, lekarz zlecajacy tomografie nie zaznaczył opcji z miednicą mała tylko ogólna tc brzucha, a ta nie wykazała zmian, dopiero kolejna wykazała nowy guz 6 cm , który prawdopodobnie pojawił sie w trakcie przyjmowania chemii, która była zbyt słaba. Po 10 miesiacach od operacji moja mama zmarła w strasznych katuszach, przytomna do konca . bylismy świadkiem rozpadu guza, meczarni najukochańszej osoby i jedyne co nam towarzyszyło to poczucie bezradności . To co chcę Wam przekazać, to rada - pytajcie róznych lekarzy, korzsystajcie z róznych szpitali, czytajcie wypisy ze szpitala, pytajcie o kazde zdanie, którego nie rozumiecie,czasem nawet warto pojechać na drugi koniec kraju do lepszego osrodka. Mama została wypisana do domu z poziomem kreatyniny ponad 5 , co oznacza niewydolnośc nerek, dopiero moja awantura na oddziale onkologii otworzyła lekarzowi oczy, ze nie jesteśmy laikami, że umiemy czytać i nie damy się zbyć. To moje chamskie zachowanie przedłuzyło życie mojej mamy o 3 m-ce, wiem ,że poniosły mnie emocje, ale wiedziałam, że to jedyny sposób na reakcję z ich strony. Okazało sie, że guz zablokował moczowody i wystarczyło mamie założyć cewniki do nerek , kreatynina spadła do normy.
Ostatni miesiąc zycia był tragiczny, pomagało nam hospicjum domowe, ale mama nie chciała kroplówek ani jedzenia, bo rozpad guza był tak okropny, że nie była w stanie jeść a później pic- niestety przy całkowitym kontakcie z otoczeniem. Miała 62 lata .

użytkownik
Iwona

Witam. Moja mama ma 79 lat. 8 lat temu miała operację usunięcia pęcherzyka żółciowego, 3 tygodnie później reoperację - w badaniu histopatologicznym znaleziono 1 (jedną) komórkę rakową. Pobrali wycinki z wątroby - czysto. Mama odtąd jest pod stałą opieką onkologa. Ostatnio była b. osłabiona i miała kłopoty z wypróżnieniami. Została skierowana na kolonoskopię, ale kiedy poszła, miała objawy żółtaczki i lekarz wezwał pogotowie. Mama jest w szpitalu, gdzie dzisiaj znaleziono guz w odbytnicy i jutro mają pobrać wycinek. Cały czas mam nadzieję, że to nie jest zaawansowany rak z przerzutami do wątroby, a np. polip. Moja mama jest najukochańsza na świecie. Pozostaje mi tylko modlitwa...

użytkownik
Ela26

Witam wszystkich
Wszystkim którzy stracili najbliższych bardzo współczuję:( .Dzis mija 2 rok jak moja mama zachorowała na raka jelita grubego,ma 66 lat -po roku leczenia w LBN wspaniałym instytucie ziemi lub.(tu ironia) przerwała leczenie bo nie dawała rady z podejściem do pacjenta. Nie kontrolowała się przez miesiąc i po miesiącu poszła do lekarki która- odrazy zajęła się nią.Niestety okazało się ,żę miała przerzuty na wątrobę.
CEA ponad 300 - dziś jest 90 ale niestety cholery nie chcą dalej ginąć.
Mart wie się strasznie co będzie dalej ,mama czuje się zle,chemioterapia ją wykańcza, Gorączkuje,wymiotuje i kreci się w głowie jej.Mozę ktoś wie co jest powodem tego żę komurki nie spadają?

użytkownik
Monika

Witam Wszystkich !

Tydzień temu u mojego taty zdiagnozowano raka jelita grubego z przerzutami do wątroby i jeszcze gdzieś. Rodzice nie za bardzo chcą się dzielić szczegółami. Był na badaniach , za 6 dni zaczyna chemioterapie. Ma dopiero 45 lat. Gdy czytam wszystkie wypowiedzi, mam wrażenia jakby ten rak był wyrokiem śmierci i że nie ma już szans na wyleczenie. Czy to naprawdę nie wyleczalne w takim stadium ??? Proszę o szczerą odpowiedź.

użytkownik
AAAA

Wyleczalne to na pewno nie jest ale jest nadzieja na lepsze jutro mam tate chorego na raka jelita grubego z przerzutami do watroby IV stopien zaawansowania .Operacja była straszna dla niego i dla rodziny ,po operacji całkowite załamanie organizm totalnie wynisczony dwa miesiace spedził w lózku nie kontaktując sie z otoczeniem , i nagle stal sie cud pewnego dnia poczuł sie lepiej wrócił mu apetyt ,wróciły mu siły i zakwalifikował sie na chemioterapie o której wczesniej lekarze nie chcieli słyszec. teraz jest po dziesiątej chemii przybrał na wadze apetyt mu wrócił jest aktywny moge śmiało powiedziec ze stał sie cud nie wiem jak długo to potrwa ale nie trace nadziei i trwam w modlitwie

użytkownik
Izabela

No wiec niestety mój tato zmarł próbowaliśmy wszystkiego. Zmarl dwa lata temu po półtora roku choroby. Tato nigdy sie nie poddal do samego końca. Dostal 24 chemię ale bylo tylko gorzej. Dobrze ze psychicznie dawal rade bo dawai mu pól rok i myślę ze to dzięki uśmiechowi na twarzy zyl z nami rok dluzej. Najgorzej bylo trzy dni przed końcem nie zycze tego koszmaru nikomu.

użytkownik
Zaneta

Moj maz ma tez 4 stopien raka.przerzuty do wezlow chlonnych( kolorow aorty brzusznej). Ma 39 lat i mamy 9 miesieczne dziecko:( sa ludzie ktorzy dozywaja i 5 lat. Jest ich niewele ale sa, trzeba wierzyc

Twoja odpowiedź