Skocz do zawartości
eChirurgia.pl
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Małgorzata

Zielone wody płodowe

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Małgorzata
Dzień dobry. Mam wątpliwość która męczy mnie kilka lat. Podczas porodu okazało się że płyn owodniowy jest zielony. Długo zwlekano z cesarką. Pomyślałam że dziecko było przyduszone, stąd ten kolor wód. Dopiero niedawno w luźnej rozmowie pewna Pani (asystentka stomatologiczna!) powiedziała mi, że wody nie robią się zielone z godziny na godzinę. Czy to prawda? Nie zdecydowałam się na drugą ciążę, bo poród, a raczej to przyduszenie wywołało jakąś blokadę i wzbudziło nieufnośc do (przepraszam) lekarzy (przynajmniej na porodówkach) Których obwiniałam że długo zwlekali, ryzykując zdrowiem mojego dziecka. Rodziłam niecałe 11 godzin. Czy faktycznie nawet gdyby była to opóźniona decyzja lekarza o cesarce, ten płyn musiał już być wcześniej zielony? P.S - ciąża nie była przenoszona. Poród o czasie, 3550 waga. Nie paliłam w ciąży. Córka w 1 min. - 8 pkt (odjęto za napięcie mięśni i kolor skóry), po 5 min. - 9 pkt. (odjęto za napięcie mięśni). Po latach dowiedziałam się że doszło do niedotlenienia. Jednak dręczą mnie te zielone wody i powód. Dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość haemophilus
To nie jest forum ginekologiczne, dlatego najlepiej przeczytać podane linki: http://www.forumginekologiczne.pl/txt/print,2648,0 http://www.forumginekologiczne.pl/specjalista/ep,65,Nieprawid%C5%82owo%C5%9Bci%20p%C5%82ynu%20owodniowego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Paola
Droga Malgorzato .Zielone wody plodowe swiadcza o tym ze dziecko oddalo juz smolke .Najprawdobodobnie bylo juz ono wczesniej gotowe do przyjscia na swiat.Mowie to z wlasnego doswiadczenia,tez mialam zielone wody plodowe.W pierwszej ciazy urodzilam po terminie,silami natury zdrowe dziecko .Niestety drugi porod choc bylo to 3 dni po terminie skonczyl sie tragicznie dla dziecka teraz wraz z zielonymi wodami plodowymi,okazalo sie ze lozysko bylo juz stare pomarszczone.I nic o tym nie wiedzialam do konca ciazy.,bo lekarz nie mowil nic o starzejacym sie lozysku, a w dniu w ktorym mialam termin bylam jeszcze na wizycie,kazal mi do tygodnia czekac w domu.W szpitalu lekarze niechetnie chca wytlumaczyc co moglo byc powodem ze dziecko urodzilo sie ,prawie martwe zmarlo po porodzie.,byc moze udusilo sie lub zatrulo.w tych zielonych wodach.A stare lozysko swiadczy o tym ze nie spelnia juz swojej funkcji czyli nie odzywia plodu.Dziecko powinno sie jak najszybciej urodzic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość MARTA
mialam zupełnie podobną historię do małgosi i terz teraz po 9 latach zastanawiam się nad tym wszystkim, równiez obawiam się mieć drugie dziecko, teraz bym chciała dle mam juz skończone 35 lat. w moim przypadku w ciąży miałam małowodzie, dziecko niewiele przybierało na wadze, położne zwlekały i wody były zielone, a moja córka urodziła się z niedotlenieniem wewnączmacicznym, bilans apgar zupełnie podobnie jak u gosi. najgorsze jest to ze tyle lat bałam się mieć drugie dziecko, zwracam uwagę na zachowanie mojej córki i zastanawiam się czy nie odbiega od normy i czy nadpobudliwość nie jest przypadkiem wynikiem porodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Bysia1802
Witam, u mnie poród zaczął się dwa dni po terminie, pęcherz przebił mi lekarz podczas porodu, okazało się ze wody są zielone, dostałam zastrzyk przyśpieszający poród, bo mogło by się źle skończyć dla dziecka, lekarz powiedział mi że zielone wody oznaczają, że podczas ciąży w pewnym momencie doszło do niedotlenienia dzidziusia i stąd te brzydkie wody. Dzięki Bogu moja córeczka urodziła się zdrowa i duża, dostała 10 punktów więc jestem spokojna!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tosia *)
witam!!!ja także miałam zielone wody płodowe!!!moj syn rodzil sie w terminie !!!po6 godz bolu w domu udalam sie z mezem do szpitala sadzac ze to juz poniewaz bole sie nasilaly i byly coraz czesciej!!!kiedy dojechalam do szpitala byla 23 bole byly co 3min a polozna powiedziala mi ze nie ma rozwarcia i to nie teraz :) ze da mi zastrzyk i pojde spac(oczywiscie u nich na oddziale)zdziwilam sie ale pomyslalm to moj pierwszy porod to tak ma byc!!!bogu dzieki wstajac po ich badaniu polecialy mi wody i to zielone!!!spanikowana polozna stwierdzila ze jednak z nimi zostane!!!mimo okropnego obrzeku nog rak i twarzy meczylam sie okropnie i tylko slyszalam nie przyj bo masz parte a rozwarcia nie ma i udusisz dziecko!!!okolo 6 rano dostalam tem 39 stopni nikt nie reagowal a ja bylam dzielna przez 16 godz po tym czasie wszedl wyspany lekarz i zaczal mnie badac-krzyknal na polozna ze rodze!!!maly dostal 8pkt bo byl owiniety pepowina i i drugi zabrali za kolor skory!!!dzis ma 2,5 roczku jest zdrowym, niezwykle zywym i ruchliwym dzieckiem!!!kochany bo cały moj :)) niestety po takiej traumie nie myslimy o drugim dziecku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość cicha
Moja historia nie kończy sie heppy endem-rodziłam 29.12.09~, 7 dni po terminie, rozwarcie na 2 palce miałam już 17 bo byłam na kontroli u mojego lekarza prywatnego, kazała czekać przyjść 23, zbadała ginekologicznie i ktg wysłała do domu,pozniej kazała przyjsc 28 i znów to samo badanie i ktg,w koncu 29 rano miałam zjawic sie w szpitalu. Po przyjęciu na oddział a właściwie siedziałam w koszuli na izbie przyjęć do 15 wsadzzono mnie do wanny z ciepła wodą, póżniej podano kroplowkę, no i podczas badania położna przebiła mi pecherz zeby akcja sie rozkreciła, miałam zielone wody. Akcja zzostała mi tak podkrecona że rozwarcie całkowite było moment, a bóle parte miałam co 15-30 sekund, przy czym dziecko lekarka wyciskała mi z brzucha bo główka wychodziła i co chwilę się chowała. Kiedy synek w końcu został wyciśniety, rozpoczeła sie reanimacja, a ze szital jest niewielki powiatowy trzeba go było przetransportować N-ką do innego miasta. Teraz leży sam nie oddycha. Jak się okazało nie dość że był opity wodami to zaraził si e w trakcie porodu paciorkowcem- zaznaczam że cała ciąże byłam pod opieką lekarza prywatnego, do którego co oczywiste miałam zaufanie, a który tak zakończył moją ciąże- gdzie zdrowe, duże(3900g) urodzone w 41 tygodniu dziecko leży w inkubatorze jak roślinka- gdzie sprawiedliwość?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Bogusia lat 36
Ja rodziłam ponad 11 lat temu i niestety nie mogę zapomnieć o tym , co miało miejsce przy porodzie...Odkleiło się łozysko, dostałam krwotoku, a na porodowce po badaniach okazało sie , że wody płodowe są zielone, tętno dziecka już coraz słabsze, a w konsekwencji prawie niewyczuwalne. Następowało- jak sie pozniej okazało- obumieranie płodu na skutek niedotlenienia.Panika lekarzy i połoznej. Nie potrafili sie zdecydować, czy cesarka,czy porod naturalny( nie mialam skurczy).Dzięki Bogu po wielkich trudach urodziłam coreczkę w 9 ptk(oszuści!) siłami natury. Jest zdrową ,szczesliwą dziewczynka z ADHD w stopniu średnim.Jest uczniem piątkowym z wieloma osiągnieciami (konkursy recytatorskie,tańce itp) Po porodzie dowiedziałam się, że w takich przypadkach dzieci rodza sie kalekie lub uposledzone w rożnym stopniu.Ja i moja corka mamy wiele szczescia.Zawdzięczam to wszystko szczerej, gorliwej modlitwie.Wierzę, że cuda się zdarzają.Moja Ola jes tego namacalnym przykładem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość violka
Ja urodzilam 20 lat temu.wedlug wyliczen lekarki , bylo 4 dni po terminie. Nie mialam skurczy i rodzila pod kroplowka. Moje wody plodowe rowniez byly zielone. Okazalo sie to dopiero podczas porodu. Nikt wczesniej nie wspominal ze moje wody sa zielone, a same tez nie odeszly, wiec skad moglam wiedziec. Uslyszalam jak jedna pielegniarka zapytala druga * Jakie wody?* na co ta druga *no jakie maja byc...zielone*. Pomyslalam wtedy ze to chyba ok , choc cos mnie jednak zaniepokoilo, ale nie zapytalam. Mialam wtedy 24 lata, bylam ciezko wystraszona, personel nie nalezal do przyjemnych. Nikt mi tego wtedy nie wyjasnil. Corka rowniez dostala 10 pkt w skali. Mam nadzieje ze to byla prawda Moja corka na szczescie jest zdrowa i nie bylo zadnych problemow rozwojowych (psychicznych lub fizycznych), nie chorowala zbyt czesto, byla i jest pogodnym dzieckiem. Minelo 20 lat i widze ze niewiele sie zmienilo w tym temacie, choc tak wiele sie mowi o tym aby kobiety rodzily w *przyjaznych* warunkach ,,pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Marlena
U nas było tak. Zgłosiłam się 7 dni po terminie do szpitala. Powiedziano mi,ze nie ma miejsc. Kazano przyjść następnego dnia na polecenie ordynatora. Zgłosiłam się ordynator wskazał mnie do przyjęcia i poszedł. Przyszedł kolejny lekarz i chciał mnie odesłać. Popłakałam się. Przyszła położna i kazała mi go nie słuchać i czekać. Po 7 godzinach dostałam łóżko i wysłali mnie na usg. Wychodziło,ze jestem ok 10 dni po terminie. Po konsultacji z tym samym lekarzem zostałam uspokojona,ze nic sie nie dzieje. Że łożysko ok. Dopiero nastepnego dnia dostałam zastrzyki hormonalne na rozpoczecie porodu. I tak do 11 dnia nic. O 15 dostałam pierwsze delikatne skurcze.O 22 były nie do wytrzymania(co 2 min skurcz). Odszedł czop śluzowy. Potem zaczęłam krwawić i wydzielina była żółta. Po wielu prośbach zostałam zbadana. Położne stwierdziły 1cm rozwarcia,kazały wziąść prysznic i spać.Z pod prysznica ledwo wyszłam i płakałam z bólu skurcze co dwie minuty trwające ok minuty. Chodziłam i płakała do nich do 2. Podłączyli mnie pod ktg-leżałam tam do ok 5. Potem lewatywa i miałam wrócić umyta dopiero o 6. Ledwo to wytrzymałam. Krwawiłam.Nie chcieli do mnie nikogo wpuścić bo nie miałam zgody na rodzinny poród(nie chodziłam do szkoły rodzenia). O 7 dostałam znieczulenie. Potem nie było źle. Urodziłam o 10.50. Maly był zdrowy, płakał. O 12 dostałam go na karmienie. Mały zaczął się krztusić. Zawołałam pięlegniarkę. Zabrali go dali antybiotyk. Nie oddawali go do następnego dnia. Nie wiedziałam co się dzieje. Wieczorem w drugiej dobie życia przyjechała karetka. Mój synek ledwo sie ruszał. A ja myslałam,ze go wiecej nie zobacze. Wyszłam nastepnego dnia rano. Mały przebył zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Tydzien w inkubatorze, tydzien na oddziale. Nie wiem co by było gdyby nie zabrali go do kliniki w chorzowie. Teraz ma prawie 8 miesięcy. Jest zdrowy,rozwija się szybciej niż rówieśnicy. Boje się drugiego porodu. I boje się czy to mogło zaważyc na zdrowiu mojego synka. teraz po czasie wiem,ze pewnie mozna było coś zrobić. Całe szczęscie,ze moj synek żyje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lena
Mieszkam w UK. Lekarze wyznaczyli date porodu na 4.12.2009. Jednak wody mi odeszły 28.11.2009. W szpitalu z żółto-zielonkawymi wodami płodowymi odesłali mnie do domu i kazali wrocic nastepnego dnia. Jednakże o północy dostałam skurczy.Zadzwoniłam do szpitala i kazali mi nie przyjeżdżać bo skurcze są zbyt słabe skoro byłam w stanie rozmawiać przez telefon. Mimo wszystko przed 3 w nocy byłam już w szpitali z regularnymi skurczami. Całą drogę musiałam odbyć na własnych nogach.NIe dano mi nawet wózka. Zaproponowanao mi poród w wannie. Jednak okazało się, że mam zielone wody płodowe. Nie zrobiono mi cesarki. Podano mi gaz i o godz 3.55 urodziłam synka. NIe oddychał. Dostał 4 punkty. Leżał 11 dni w inkubatorze na intensywnej terapii. Oddali nam go do domu. Dopiero od położnej, która nas odwiedziła dowiedzieliśmy się, że u naszego synka wykryto krew w móżgu. W szpitalu lekarze stwierdzili, że wszytsko jest w porządku. Powiedzieli, że w przyszłości może mu coś być ale nie musi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Tomek
moja żona urodziła wczoraj tj.28 lutego,czyli idealnie jak wyliczyl lekarz,odeszły jej wody(też zielone),od razu pojechaliśmy do szpitala,urodziła w ciągu godziny po cesarce(Kaja owinięta była bardzo pepowiną - skręcona po ojcu,hehe), mała dostała 9pkt,wszystko na razie w porządku,chociaż żona ma ponad dwie 18-tki,pozdrawiam wszystkich szczęśliwych

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Kasia
Ja urodzilam 04.08.07 i tez byly wody plodowe zielonkawe,urodzilam 40 tyg.ale naszczescie jest wszystko ok córa skonczyla juz trzy latka jest bardzo energiczna dziewczynka,i Bogu dziekuja ze ja mam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość xxxxxxx
Ja również miałam zielone wody płodowe i starzejące się łożysko - niestety lekarze odkryli to dopiero podczas akcji porodowej* wcześniej, mimo, że leżałam, tydzień w szpitalu, po terminie zresztą, nikt się tym nie zainteresował! Poród był bardzo ciężki, ale na szczęście mój synek urodził się cały i zdrowy, dostał 10 pkt. nie zmienia to jednak faktu, że mogło się to naprawdę źle skończyć....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość xxxxxxxx
Mialam 40lat kiedy urodzilam moje pierwsze dziecko (3 poronienia) w ciazy mialam krwawienia, ale mala walczyla o zycie. W szpitalu dostalam tabletke na wywolanie boli, a tu nic.Przy badaniu KTG okazalo sie ze napila sie wod plodowych oraz slaba praca serca dziecka. Natychmiast cesarka.Lozysko bylo rowniez przestarzale. Coreczka ma 4latka jest zdrowa madra dziewczynka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość asia
ja urodziłam 19.01.2009. w powiatowym szpitalu. Miałam zielone wody a dziecko urodziło się po 10 godz. od przebicia pęcherza. rodziłam naturalnie.3 dni po terminie. dziecko dostało 1 punkt.śliczny synek tylko bardzo chory. 1,5 mies było na intensywnej terapii i ma martwicę rozpływną mózgu, encefalopatie niedotl - niedokrwienną. a to wszystko przez niedotl. okołoporodowe. winny lekarz i położna, bo w niedzielę nie chciało się zrobić cesarskiego cięcia!!! sadyści

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Magda
Też mam córkę *z zielonych wód*. Teraz ma 8 lat i ogólnie rzec można -jest zdrowa. jako bobas miała problemy ze skórą. Teraz pozostały tylko brzydkie łuszczące się paznokcie i ciągłe problemy z brzuszkiem (przez 8 lat nie zrobiła jednej normalnej twardej kupy) - ale to pikuś. Najgorsze były dla nas (mnie i córki) te najważniejsze chwile. Byłam tydzień po terminie (czyli codzienne latanie na badania ktg itd do szpitala). Wieczorem zaczeły odchodzic mi wody, najpierw zwykłe, po chwili zielone, w międzyczasie zaczęły się bóle, no więc piorunem na szpital... a tu oczywiście szereg głupich pytań, idiotycznych powtarzających się formalności no i w ch.olere czekania na poszczególne osoby personelu. No bo tez kurde zachciało mi się rodzić 23 grudnia!!! Na odpowiedni oddział dotarłam ok 22godz 23 grudnia. Tu na moje pełne zdenerwowania pytanie *co znaczą zielone wody?* się dowiedziałam od położnej *to sie zobaczy*... Po jakimś bliżej nieokreślonym czasie przybył lekarz... Jak go zobaczyłam to jeszcze bardziej się zdenerwowałam (o ile można bardziej w takiej sytuacji) - wg mojej i innych opinii już daaaawno powinien być na emeryturze. Co oczywiście po paru minutach się potwierdziło, bo cośtam pomamrotał do położnych i kazał mnie położyć na sali. Po czym usłyszałam taki mniej więcej dialog: położna - a panie doktorze antybiotyku nie podamy? Lekarz - a no faktycznie - Wypisał cos na papierkach. Położna patrzy - a to nie w zastrzyku? Lekarz - to są w zastrzykach? (ech) No i dostałam ten zastrzyk i poszłam leżeć. Oczywiście boli mnie jak szlag Choć nie, to mi się wydaje!!! - jak usłyszałam przechodząc koło gabinetu położnych do kibla. Nic to. To moje pierwsze dziecko było, więc wtedy myślałam ,że faktycznie może to pikuś nie ból. W kibelku zauważyłam że kolor wód zmienił sie na czerwony. Nic to - panie robią znów ktg i każą iść leżeć. Tymczasem mija północ, mijają kolejne godziny, które się wloka jak to zawsze w takich okolicznościach. Tak mija mi noc - w okropnych nerwach, bólu i oczekiwaniu na wielka niewiadomą, strachu o dziecko. Poranna wizyta przynosi ulgę, bo NORMALNY lekarz przychodzi. Po badaniu ekspresowe wysyłanie na blok operacyjny. Powagę sytuacji wyczułam doskonale już przy przygotowaniach, gdy to pielęgniarkom prawie że trzęsły się ręce, gdy najpierw podpięły kroplówke, potem mnie chciały przebierać, gdy anestozjolog przyleciał biegiem... Córka przyszła na świat o 9rano w wigilię przez CC. 10pukntów dostała i na tyle wyglądała (i wygląda) faktycznie. Może dlatego że w wigilię, może dlatego że miałyśmy szczęście, może po prostu silne z nas baby... Po wszystkim, czyli jak się już obudziłam na swojej sali po długim ponarkozowym śnie, dowiedziałam się że sytuacja była bardzo bardzo poważna, były jakieś komplikacje, niewiele nam obu brakło by poznać nowy lepszy świat. Niektóre rzeczy zrozumiałam dopiero przy drugim porodzie po 2 latach. Tym razem było szybko, normalnie, sympatycznie a nawet chwilami wesoło. Personel kompetentny i sympatyczny, a poród bez komplikacji. I w tej miłej atmosferze dowiedziałam się tego, czego powinnam się dowiedzieć była po urodzeniu pierwszej córki. Akurat przypadkiem ze mną leżała na sali pani, której dziecko przebywało chwile w zielonych wodach i właśnie jej pediatra tłumaczył, że te wody to w zasadzie nic groźnego ( o ile się ich nie lekcewazy!) tylko, że dzidzius może mieć różne drobne problemy czy to zaraz po porodzie, czy nawet przez całe życie. W tym Właśnie różnorakie problemy ze skórą, paznokciami, włosami, przewodem pokarmowym. Niby nic a dobrze wiedzieć dlaczego akurat moje dziecko nie ma normalnych paznokci tylko coś w rodzaju rybich łusek. Podsumowując. Zielone wody świadczą, że bobasowi coś w brzuchu się nie podoba i chce szybko stamtąd spadać... same zielone wody raczej są niegroźne zbytnio dla niego o ile pozostałe okoliczności pozwolą mu w odpowiednim czasie się urodzić lub ktoś kompetentny mu pomoże. Pozdrawiam wszystkie mamy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Karolina*D
Ja rodziłam jeden dzień po terminie,wody płodowe też były zielone co okazało się na sali porodowej po przebiciu pęcherza płodowego przez położną, i jakie było zdziwienie bo w sumie poród w terminie,a dzień wcześniej byłam u lekarza który nic nie zauważył.To był mój pierwszy poród i poszło dosyć szybko,pierwsze skurcze przyszły ok 2 w nocy,o 3 jazda do szpitala, przyjęcie na oddział ok 5 rano, oczywiście ktg, a córcia urodziła się o 10 rano i dostała 9 punktów za kolor skóry, jak się okazało miała rumień.Podczas porodu był mały krwotok bo popękały mi błony płodowe i lekarz który przyszedł już na gotowe jak już córa była na świecie musiał oczyścić mi macicę, ból był porównywalny do tego porodowego,wrażenie jakby chciał mi tamtędy serce wyrwać.Położne po prostu były świetne i życzę wszystkim takiej dobrej *obsługi*.Dzidzia ma teraz prawie miesiąc i jest kochana tylko ma problemy ze spaniem, bardzo lekko śpi i się bardzo kręci, usypiania godzinę czasem dłużej a ona śpi godzinę albo pół.Kończąc życzę wszystkim przyszłym mamom szybkich porodów i radości z macierzyństwa.Pozdrawiam.*D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ataner
Moje drogie czytałam wszystkie wasze wypowiedzi i popłakałam się jak można nam kobietom i naszym dzieciom coś takiego robić. Wstyd mi się przyznać, ale że tak dałam się przekonać lekarzom ,że nic się nie stało. Urodziłam syna w 1986 roku miałam termin porodu na 24 grudnia jak termin minął poszłam do lekarza i powiedział żeby się nie denerwować dał mi jakieś tabletki na dożywienie łożyska i kazał czekać mówiąc że dziecko jak będzie mu się chciało i będzie czas to samo zaalarmuje. Przeszły święta Bożego Narodzenia a ja pełna niepokoju martwiłam się bo dziecko było bardzo ruchliwe a poczułam że mniej się rusza. Zgłosiłam się do szpitala pełna niepokoju. Lekarz mnie zbadał zostawił na patologi ciąży ale nic nie robiono abym zaczęła rodzić. W ogóle nikt mnie nie słuchał i mówiono że wszystko jest porządku. Miałam dość! rodzina nie słuchała bo lekarze mądrzejsi. A ja czułam jak każda matka że coś jest nie tak.Więc zaczęłam sama chodzić po schodach aby coś przyspieszyć. Był już 9 styczeń 1986 roku a ja dalej leżałam na patologi i przeżywałam męczarnie. postanowiłam chodzić i chodzić i modliłam się aby urodzić dziecko. Wyprosiłam chyba Boga i 10 stycznia rano zaczęło się. Męczyłam się cały dzień w bólach w miedzy czasie wieziono mnie na zdjęcie rentgenowskie i debatowali co zrobić. co to byli za rzeźnicy zamiast szybko zadecydować o cesarce tak mnie trzymali . Byłam nieprzytomna prawie i coraz słabsza przed 19 wieczorem przyszła nowa lekarz bo wcześniej jej nie widziałam. Powiedziała co tu się dzieje . powiedziano jej coś tam i kazała mi się położyć na boku chwycić się za piętę i podnieść do góry nogę sama się uwaliła całym ciałem na brzuch i i kazała mi przeć z całej siły, której już nie miałam ale starałam się , a potem uwaliła się na mój brzuch i i tak mi pomogła. Urodziłam synka był wymęczony i powiedziano że że wszystko porządku, a dziecku odjęto punkt za sinicę skóry. byłam szczęśliwa że pomimo tego co przeszliśmy z dzieckiem urodził się i tylko odjęto mu za sinicę skóry. Jak mi go pokazano płakałam, że taki śliczny tylko miał jakby polik obrzęknięty i główkę też z jednej strony, ale już nie miałam siły na niego patrzeć tak byłam wyczerpana. Zszywano mnie bardzo długo bo popękałam bardzo, ale było mi wszystko jedno cieszyłam się że mały końcu się urodził. wywieziono mnie na korytarz i położono mi worek z lodem bo żeby zatrzymać krwawienie bo dużo się wykrwawiłam. Myślałam że to jakiś zły sen , koszmar. nie miałam siły na nic ale w nogach leżała moja kosmetyczka i poprosiłam salową aby mi podała lusterko bo dziwnie piekła mnie twarz. Podała mi lusterko i wystraszyłam się zaczęłam płakać. cała twarz miałam czerwoną tak jak by wszystkie naczynka mi popękały i w oczy też krwiste płakałam, salowa powiedziała ,że niedługo wszystko zejdzie i że miałam bardzo ciężki poród. Nie martwiłam się o to ale trzęsąc się z zimna i bólu martwiłam się czy z małym wszystko porządku.Po kilku godzinach odwieziono mnie na salę. przyniesiono mi mojego dzidziusia był śliczny pomimo opuchniętego policzka, ale nie chciał ssać spał tylko ale udało mi się że raz wziął pierś do buźki i zaraz zaczął tak dziwnie piszcząco oddychać mocno wymiotować zielonymi wodami. Zawołałam przestraszona siostrę zabrała dziecko. Potem przyszła do mnie lekarz pediatra i powiedziała ,że nie ma o co się martwić dziecko było wymęczone itp i itd i musiał organizm się oczyścić bo się opił w trakcie porodu .Byłam taka słaba ,i zrozpaczona ,że uspokoiła mnie tak mówiąc. Może gdybym była sama mocniejsza nie dałabym się zbyć takimi słowami. Małego karmiono butelką bo ja miałam za mało pokarmu. Myślę że to z wyczerpania mojego i tak ciężkiego porodu. wyszłam ze szpitala z moim kochanym synkiem. I problemy się zaczęły zaczął chorować po miesiącu czasu na drogi oddechowe i męczyliśmy się do 3 roku życia. Dziś poraz pierwszy napisałam to co mnie męczyło tyle lat i pewnie gdybym była sama w lepszej kondycji zaskarżyłabym szpital. Dziś mój kochany syn ma 24 lata. skończył Politechnikę warszawską i pracuje i jestem z niego dumna i bardzo go kocham . Ale przeszliśmy obydwoje drogę przez mękę bo bardzo chorował.Dziś wiem ,że to byli rzeźnicy nie lekarze i uszło im płazem to wszystko przez to że bardzo długo nie mogłam dojść do siebie po tym strasznym porodzie. Nie dajcie się matki walczcie o siebie i o swoje dzieci, a wszystko to toczyło się w jednym wielkim renomowanym szpitalu na ówczesne czasy. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ZŁY
Witam, u nas na nocnej zmianie o północy po przebiciu wód płodowych okazało się że mają zmienioną barwę na zielone- . Na zmianie był stażysta około 26 lat bo okres letni pewnie lekarze na urlopach. Szpil nowy najnowocześniejszy w Polsce i co z tego jak kadra do dupy. o godzinie 8.00 rano po zmianie lekarzy położna stwierdziła spadek pulsu do krytycznego w biegu szykowaliśmy się do cesarki.gdyby nie położna która chirurga siłą zmusiła do cięcia cesarskiego mimo braku miejsca na sali operacyjnej minuta i by było za późno. Położna przez drogę kleła ci s...ny na nocnej zmianie opier...się jak można doprowadzić do tego że od północy do 8.40 rano trzymać dziecko w zielonych wodach płodowych. Dziękuję Położnej ze Zdrojów za charakter i zimną krew a stażyście życzę aby lepiej nikogo już nie leczył a raczej ze względu na pacjentki żeby im już nie zaszkodził. Dziecko zainfekowane i z podwyższonym ciśnieniem na obserwacji w szpitalu. Miejmy nadzieję że wszystko będzie ok jak nie to stażysta bedzie miał przechlapane *(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Lena
Witam ja rodziłam niedawno. Miałam termin na 8 sierpnia. zaczęłam plamic i miałam delikatne bóle a ponieważ to moja pierwsza ciąża zatem udałam się do szpitala w dniu terminowego porodu. Położyli mnie na oddziale i tak leżałam. Pierwszego dnia czułam się dobrze. drugiego bóle wieczorem były co 12 a później co 8 min. W porządku, stwierdziłam że wytrzymam. Cały czas byłam badana przez lekarzy stwierdzili że to tylko *smeranie*. Moj lekarz prowadzący powiedział że jak bóle będą co 5 min to zaczną działać. Dwie doby leżałam w bólach w odstępach 5-minutowych. to było straszne. noce spędziłam przy parapecie opierając się bo na leżąco ból był nie do zniesienia. 12 sierpnia rano kazali mi się spakować i poszłam na trakt. leżałam na piłce i gdyby nie bóle to spałabym jak zabita. nie miałam już całkowicie siły. gdy podali mi kroplówkę na wywołanie po minucie skurcze miałam co minute ale niestety nie było dużego rozwarcia tylko na dwa centymetry. tętno dziecka zaczęło słabnąc moje tez nie było za wysokie wiec w końcu lekarz zadecydował że trzeba zrobić cesarkę. wody były zielone ale córeczka dostała 10 punktów. byłam szczęśliwa ze wszystko skończyło się dobrze. Czy taka decyzja nie mogla być podjęta kilka dni wcześniej. przeżyłam straszne chwile. przez cały okres ciąży byłam pod opieka prywatną. wszystko było porządku i nie spodziewałam się ze tak się wszystko potoczy. mam żal do swojego lekarza i straciłam do niego zaufanie.jak tu myśleć o kolejnym dziecku??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Faustyna
witam,mam 33 lata,pierwsze dziecko urodzilam 12 lat temu,przez cala ciaze bylam 3 razy u lekarza,urodzilam 3 dni po terminie syna o wadze 3,500kg,porod naturalny,wszystko o.k.i nagle krwotok dostalam,pamietam ze gromadzili ta krew do takich probuwek[do dzis nie wiem w jakim celu]potem wyciagneli mi lozysko,czyscili mnie jakims metalowym przedmiotem i to okropnie bolalo,potem zeszyli i przyniesli mi dziecko do karmienia,bylam taka slaba ze nie moglam go utrzymac,na koniec doktorka mnie poinformowala ze mialam krwotok ale zebym sie nie martwila bo mialam super wyniki przed porodem to szybko sie wykuruje,trzy dni lezalam w szpitalu,nie dostalam zadnej kroplowki,zadnej witaminy,przed wypisem do domu kazali mi napisac oswiadczenie ze nie wyrazam zgody na otrzymanie krwi.Karmilam piersia 2 lata,schudlam do wagi 42kg,zeby mi sie posypaly,wlosy z glowy wylecialy/koszmar/po 4 latach wyszlam z anemii.Uplynelo12 lat i zdecydowalismy sie na kolejne dziecko,poinformowalam lekarza o krwotoku i wyobrazcie sobie ze to OLAL zmienilam lekarza i szpital ale to nie przynioslo zadnego efektu,ciagle slyszalam ze porod porodowi nierowny,ze kazdy porod jest inny.BALAM SIE jak nic,postanowilam ze urodze w klinice,bylam12 dni po terminie,skurcze mialam od miesiaca ale nieregularne,no i brak rozwarcia,nie zatrzymali mnie w klinice,co 24 godziny musialam jezdzic zeby kontrolowac wody plodowe i rozwarcie,mialam dosc,wkoncu postanowili mi wywolywac porod,dwanascie godzin w bolach bez rozwarcia,kiedy udalo sie zrobic rozwarcie na 7 palcy przebili mi wody i kazali na pilce skakac i chodzic na czworaka,myslalam ze mi miednica peknie,bole krzyzowe no i na koniec dziecko sie obrucilo,szybciutko zawiezli nas na sale operacyjna,znieczulenie w kregoslup i cesarka,wyciagneli bobaska i ............znowu krwotok,dwie godziny mnie czyscili ale przynajmniej chcieli mi dac krew w 3 dobie,musialam odmowic bo mi bobaska do domu wypisali,teraz bobas ma 5 miesiecy,karmie go piersia i jestem szczesliwa ze przezylam ja i moj syn,dziekuje Bogu ze dal mi tak wspanialego meza i dwoje slicznych i zdrowych dzieci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Aldi
witam rodzilam w 2004 roku. bylam mloda i szczupla osoba. do szpitala trafilam w srode z bolami. jenak bole ustaly. zaczely sie w piatek rano takie bardzo bolesne. o godz 8 polozna podczas badania przebila pecherz plodowy, wody byly przejrzyste ale ja od tej chwili doslownie wrzeszczalam z bolu. nie dali mi ani kroplówki ani lekow przeciw bolowych. przed 14 zaczely sie bole parte. dziecko nie moglo sie przecisnac. ja tracilam sily. lekarka kladla mi sie na brzuch i doslownie go wycisnli ze mnie. dostal 10 pkt. ale mial dwa duze krwiaki na glowie ktore byly miekkie a puzniej stwardnialy. wchlanialy sie do roku czasu ale my musielismy raz w miesiacu byc u lekarza. do tego mial przekrwienie na nodze ktore tez sie wchlonelo. byl duzy 3,600 i 56 cm. caly spuchniety poobcierany i wymeczony. czy nie mozna bylo zrobic cesarki. cale szczescie ze wszystko sie dobrze skonczylo. porod to byla trauma. gdy w 2011 r zaszlam w ciaze bylam pelna obaw i strachu. rodzilam 6 dni po terminie oczywiscie w innym szpitalu. porod wywolywany bo malo wod plodowych.dostalam kroplowke, leki przeciwbolowe i za 3 godz urodzilam. nie bolalo aby jak maluszek wychodzil na swiat. nie do porównania. dzidzius zdrowy nie opuchniety i krzyczal jak nie wiem. plakalam ze szczescia. pozdrawiam wszystkie mamusie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Pokrzywdzona
Witam Ja termin miałam na 13.06.2012. 15.06 odszedł mi czop. 17.06 rano ok. godz. 8 pojawiła się krew na wkładce. Pojechaliśmy z mężem do szpitala. W międzyczasie zaczęły się bóle z częstotliwością co 10 min. Lekarz zbadał mnie, zlecił badanie KTG które nie wykazało akcji skurczowej i odprawił do domu z informacją że odchodzi czop, krwawienie w tym wypadku to normalna rzecz i że jak zacznie się akcja porodowa (o ile zacznie się bo według niego nie tak prędko) to mam tu nie wracać bo on nie ma miejsc. Wróciliśmy do domu. O godz. 11 skurcze miałam co 5 min. i trwały 40-45 sek. Bardzo chciałam rodzić w szpitalu z którego zostałam odprawiona więc postanowiłam poczekać aż bóle naprawdę staną się nieznośne i dłuższe z nadzieją że tym razem mnie nie odprawią. O godz. 17 pojechaliśmy ponownie do szpitala. Zbadał mnie lekarz i zlecił KTG które znów nie wykazało akcji skurczowej. Po rozmowie z moją mamą i mężem lekarz postanowił mnie przyjąć na obserwację. Wykonał mi USG obliczył masę dziecka na 3300, zmierzył miednicę i zaprowadzili mnie na oddział patologii ciąży. Skurcze były bardzo silne a ja bardzo zmęczona. Rozwarcia nie było. Zrobiono mi lewatywę, podano czopki, brałam ciepły prysznic, chodziłam po oddziale- nic- szyjka mi się nie rozwierała. O 2 godz. następnego dnia tj. 18.06 gdy skurcze miałam już co 3 min. polożna stwierdziła że szyjka mi się nie rozwiera ale jest podatna na rozwieranie i gdy wsadziła tam palca zaczęły się sączyć zielone wody. Zabrano mnie na blok porodowy. Zapytałam się czy mogę zadzwonić po męża i dostałam odpowiedź: *po co Pani będzie budzić męża w środku nocy Pani jeszcze długo nie urodzi*. PAmiętam że nagle straciłam panowanie nad skurczami. Nie byłam w stanie przewidzieć kolejnego. Przestały być regularne i przychodziły nagle z ogromną siłą. Podano mi kroplówkę nawet nie wiem co to było. Mój synek nagle zaczął bardzo się wiercić. Dostałam bardzo silnego skurczu i wokół mnie pojawiło się wiele osób. Na pytanie co się dzieje otrzymałam odpowiedź że dziecku spadło tętno. Przerażona patrzyłam na lekarzy. W kroplówkę wstrzyknięto mi lek po którym myślałam że dostanę palpitacji serca, zaczęłąm się trząść a serce prawie mi wyskoczyło z piersi. Podano mi tlen i zapytano czy wyrażam zgodę na cięcie bo dziecko jest zagrożone. Zgodziłam się od razu. O 4.38 urodziłam Patryka. Był dwukrotnie owinięty pępowiną i zachłyśnięty zielonymi wodami. Płakała i kaszlał. DOstał 6 pkt. i szybko został przewieziony na neonatologię noworodka- na intensywną terapię. PAtryk tydzień był w śpiączce farmakologicznej zaintubowany. Pięć dni od rozintubowania dostał drgawek kończyn górnych i dolnych. Trzy dni później drgawki się powtórzyły. Dziś moje dziecko ma 16 dni. JEst już po rezonansie który nie wykazał żadnych zmian w mózgu. Pluca w tym momencie mają czysty obraz a były całe ciemne od wód. Zakażenie spadło a wynosiło CRP-160. Konsultacja neurologiczna niekorzystna- dziecko ma zaburzone odruchy i drgawki z powodu niedotlenienia i silnej infekcji. Będzie wymagał stałej konsultcji neurologicznej i intensywnej rehabilitacji. W szpitalu spędzimy jeszcze min. 2 tygodnie. Zastanawiam się co by było gdyby lekarze od razu zaingerowali w momencie gdy zobaczyli zielone wody. Przecież byłam już 5 dni po terminie. Czemu nie zrobili USG??? Ile by jeszcze czekali na rozwarcie szyjki jeśli po 17 godz. bólów ani na milimetr się nie rozwarła??? Czy gdyby zrobili cięcie wcześniej mały zdążyłby się owinąć pępowiną??? Złóżyłam już zawiadomienie o błędzie medycznym. MAm nadzieję że szpital poniesie konsekwencję a ja będę mieć środki na opiekę na moim dzielnym synkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Magda
witam..ja rodzilam pierwszego syna 8 lat temu,podczas akcji okazalo sie ze wody sa zielone, moja pani dr natychmiast kazala przec i syn urodzil sie caly i zdrowy.. Po czterech latach znowu rodzilam w tym samym szpitalu..dzien przed terminem odeszly mi wody plodowe..zielone..o czym poinformowalam w szpitalu...Kazano mi lezec cala noc...,potem kazano chodzic... po dlugiej nocy i ciezkim porodzie syn sie urodzil 4100, 10pkt ale nie chcial ssac piersi byl zatruty wodami plodowymi, wymiotowal..2 tyg spedzilismy w szpitalu, wmawiano mi wszystko jest ok ale widzialam i czulam ze tak nie jest...syn nie robil kupki spadal na wadze nie pil.. nawet sztucznego mleka jesli juz to zwymiotowal.. po miesiacu wykryto wodoglowie i ruszyla cala machina..operacja, ma zalozona zastawke..w tym wszystkim mielismy duzo szczescia i synek ma dzis 4 lata i jest bardzo zywy i inteligentny.. rozwija sie prawidlowo i za to dziekujemy Bogu.. napisali ze wrodzone i tak sie wykrecili od odpowiedzialnosci..ja wiem ze mozna bylo tego uniknac.. Teraz znowu jestem w ciazy... termin za 2 tygodnie ..i nikt nie wie co przezywam jak sie boje o dziecko ze znowu bedzie cos nie tak ze bedzie mozna cos zrobic a nikt sie nie bedzie do tego kwapil..pozostaje tylko wierzyc i miec nadzieje ze bedzie dobrze..musi...pozdrawiam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×