Przewlekły silny ból podbrzusza u nastolatka

użytkownik
Łukasz

Witam.
Mam 17 lat. W sumie nie bardzo wiem od czego zacząć. Kiedy chodziłem do drugiej klasy szkoły podstawowej, leżałem w szpitalu z problemami żołądkowymi. Po wykonaniu wielu badań nie znaleziono żadnej przyczyny i stwierdzono że to na tle nerwowym.

Teraz wrócę do współczesności.
Rok temu w sylwestra zaczął mnie boleć brzuch w prawym boku. Pierwsza myśl - wyrostek. Jednak nabrałem się leków i jakoś poszedłem spać. następnego dnia też pobolewało. Po przerwie świątecznej wróciłem do szkoły i już drugiego dnia nie mogłem wytrzymać tego okropnego bólu bo znowu powrócił.
I znowu pierwsza myśl, że to wyrostek. Tu też miała miejsce pierwsza wizyta u lekarza. Powiedział że to na pewno nie wyrostek i jedyne co przepisał to leki przeciwbólowe. Jednak leki nic nie pomagały. Ból, jeśli już, to przechodził sam. Z czasem miała miejsce druga wizyta u lekarza. Zlecił badanie krwi, kału, moczu i usg.
Badanie krwi - wszystko w normie. Mocz - również. Dodatkowo lekarz stwierdził że mam w sobie pasożyta a dokładniej glistę ludzką. Dał odpowiednie leki które przyjąłem. Po jakimś czasie powtórzono badania kału i już niby wszystko tym razem było w porządku. Niby, bo ból wcale nie zniknął. Potem (okolice lutego 2010) było USG na podstawie którego stwierdzono iż wszystko jest w jak najlepszym porządku jedynie jakiś mały zaciemniony obszar prawdopodobnie śledziona dodatkowa.
Od tamtej pory ból samoczynnie ustał. Czasami tylko powracał na dzień lub kilka godzin. W lipcu znowu się zaczęło. Potworny ból w prawym podbrzuszu był nie do wytrzymania, brałem nospę, apap, krople żołądkowe jednak nic to nie dawało. Poszedłem do lekarza ponownie (tego samego co wcześniej). Ponownie nic konkretnego mi nie powiedział, znowu przepisał standardowe leki przeciwbólowe. Ból po jakimś czasie znowu ustąpił (samoczynnie) i miałem spokój aż do września. We wrześniu powrócił ponownie. Momentami był już nie do wytrzymania. Kolejna wizyta u lekarza (tym razem już innego i o wiele konkretniejszego niż poprzedni). Po badaniu stwierdził że to dość ciekawy i zastanawiający problem. Przepisał mi lek Metoklopramid i kazał się zgłosić za jakiś czas. Lek nic nie pomagał.
W październiku pewnego wieczoru osiągnął apogeum. Pojechałem z rodzicami do szpitala. Lekarz (strasznie nieprzyjemny) zbadał mnie a kiedy usłyszał że problem ten jest już od ponad roku stwierdził że to nie czas na diagnozy (była godzina 19). Byłem już przygotowany na zostanie w szpitalu a on zlecił tylko zastrzyk przeciwbólowy (podobno jakiś bardzo mocny, rozrywający tkanki czy coś takiego). Pielęgniarka wykonała zastrzyk i po usłyszeniu o moim problemie zaleciła badanie nerek. Mówiła że też miała podobne objawy i był to piasek w nerkach. Pomyślałem że raczej mi to nie dolega bo problemów z oddawaniem moczu nie mam.
Zastrzyk nie pomógł. Kiedy wróciliśmy do domu znowu czułem ból.
Niedawno poszedłem do przychodzi na kontrolę po tym leku Metoklopramid.
Tym razem rozmowa z lekarzem była konkretna. Dokładnie zbadał mi brzuch uciskami stwierdził że nie ma w moim brzuchu nic niepokojącego.
Powrócił temat o bólach nerwowych, iż cała moja dolegliwość może być właśnie na tle nerwowym. Zalecił rozmowę z psychologiem aby uświadomić sobie że tego bólu nie ma jednak zastosował jak on to nazwał *mały eksperyment*.
Przepisał mi lek o nazwie *Ortanol* który zmniejsza kwasowość żołądka. Chciał wykluczyć możliwość występowania wrzodów. Jeśli lek pomorze, prawdopodobnie to coś w kierunku wrzodów. Jeśli nie, wizyta u psychologa.
Biorę właśnie ten lek ale nie pomaga, może lekko zmniejsza ten ból ale tego też nie jest w stanie w 100% potwierdzić.
W sumie tu doszedłem do końca opisu gdyż nadal przyjmuje ten lek. Postaram się teraz scharakteryzować ból.

Jest to taki *gniotący* ból w prawym podbrzuszu, momentami promieniujący do pleców. Często sam uciskam sobie te okolice aby sprawdzić w którym dokładnie miejscu mnie boli. Czasami jest to pod żebrami, czasami koło pępka, przy kości miednicowej a czasami czuje ból lecz przy ucisku nie czuje by bolało mnie akurat tam.
Dochodzą do tego, (w sumie nie wiem czy powiązane ale może) dolegliwości żołądkowe. Czasami oddzielnie a czasami razem z tym bólem. Mój żołądek wydaje dziwne odgłosy (przeważnie burczenie) nawet jeśli jestem najedzony. Przeważnie jest to bardzo silny ból, który jednak po jakimś czasie ustępuje.
Zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku mam chęć zwymiotowania ale jednak nigdy nie doszło do do skutku (czyli od roku).
Bóle nie pojawiają się ani przy jedzeniu, ani przy wykonywaniu wysiłku. Czasem tylko jak stanę na prawej nodze to czuje ból w prawym podbrzuszu. Kiedy zrobię to ponownie już nie.
Przy uciskaniu tego miejsca momentami czuję pod palcami takie *bulgotanie* spowodowane tym uciskiem.

Co to tła nerwowego to uważam to za kompletną bzdurę. Boli mnie nawet w chwilkach gdy jestem kompletnie wyluzowany i nie mam żadnych silnych stresorów. Również nie wyobrażam sobie abym mógł wyimaginować sobie aż tak silmy ból.

Powolni zaczynam nie wytrzymywać tego stanu bardziej psychicznie niż fizycznie. Nie potrafię cieszyć się no wszelkie radosne chwile tłumione są przez ten ból.

Dodam że nie piję alkoholu jeśli jest to istotne.
Jeśli chodzi o wagę to mam lekką nadwagę. Przy wzroście ok. 174cm ważę 80kg.

Mam nadzieję że ktoś rozpatrzy mój problem i coś doradzi bo dałbym wiele aby pozbyć się tego bólu.

Pozdrawiam.

Reklama
użytkownik
stapler

Radziłbym w sprawie tego bólu skonsultować się z gastroenterologiem. Taki ból może być związany np. z patologią w zakresie jelita grubego. Być może konieczne okaże się wykonanie kolonoskopii. Może objawy są związane z zespołem jelita drażliwego. Czasami takie dolegliwości mają podłoże depresyjne czyli w takim wypadku konieczna jest konsultacja psychiatryczna.

użytkownik
lol

Symulujesz i tyle bynie iść do szkoły

Twoja odpowiedź