Guz Klatskina (guz wnęki wątroby)

użytkownik
aDam

Wychodzi na to, że każdego tutaj co się wypowiedział ktoś bliski zmarł lub nieuchronnie zbliża się do śmierci. Mój ojciec 2lata po zdiagnozowaniu również umarł. Ciężko jest, kiedy ogląda się cierpienia bliskiej osoby. Wieczny ból, leki przeciwbólowe pomagają tylko na początku, później organizm przyzwyczaja się i praktycznie niewiele już pomagają. Tylko współczuć. Słyszałem, że jedynym ratunkiem może być przeszczep wątroby. Ile w tym prawdy - nie wiem. Mój ojciec tego nie dożył. Pozdrawiam wszystkich.

Reklama
użytkownik
mr

Mój ojciec przeżył 14 miesięcy od diagnozy i 16 miesiecy od pierwszych objawów. Najgorsze jest to ze tak długo go siagnozowano, bo pewnie żyłby z rok dłuzej. Guz w 2 miesiące bardzo sie potrafi rozwinąć i z operacyjnego zrobić się nieoperacyjny. To własnie w Polsce jest najgorsze. A ja jako prawie laik rozpoznałbym teraz takiego guza u pacjenta prawie od razu - a przynajniej wiedziałbym ze jest taka możliwośc że jest chory. Podobno można to także trochę chemią przytrzymać ale pewnie nie na długo - mozna ponoć do Niemiec pojechać się leczyć bo tam jest jakas chemia, która u nas nie jest zarejestrowana - nazwa kończy sie jakos na *-zab* ale nie pamiętam - nitrozab czy coś w tym stylu

użytkownik
Anula

Odpowiedz do Ani -musisz ojca zmotywować do jakiegoś skorzystania z pomocy .Mój tato też był przeciwny lekarzom do momentu kiedy naprawdę żle sie poczuł .Tato męczy się dalej posiada swądy, które najbardziej go męcza lecz jakoś daje rade jest pod kontrola lekarzy, którzy starają się jakoś przedłużyć życie -bo jednak na to leczenia chemioterapią nie ma .

użytkownik
iwa

Czy wniosek na rezonansie magnetycznym wątroby * obraz budzi podejrzenie guza klatkinsa/ to juz jest pewne? przeciez to dokladne badanie...

mam powiekszana sledzione przekroczone wyniki gtp i fosfatarzy alkaicznej alat aspat w normie

jest jakas szansa ze to sie nie potwierdzi.. mam 25 lat...

użytkownik
kasia

Słuchajcie, a co robic jeżeli okaże się, że guz jest nieoperacyjny? Gdzie się zgłosić? Możecie kogoś polecić?

użytkownik
m

Mój Tato właśnie dowiedział się o nieoperacyjnym guzie Klatskina. To dla nas wielki cios, to młody człowiek, szczery i dobry. Nie wiemy co robić, podobno medycyna jest bezsilna. Od lat leczono go na jakieś bzdury, przepukliny itp. Proszę o pomoc, jakąś radę. Co robić? gdzie się udać? Czy naprawdę nie ma jakiś leków hamujących rozrost tego guza?

użytkownik
Karol

Witam Was !
Czytałem to forum jak pierwszy raz usłyszałem Guz Klatskina lekarze nazywają częściej guz wnęki wątroby.
Moja mama trafiła do szpitala 7 czerwca 2011roku z żółtaczką do szpitala.
Okazało się , że to mechaniczna ucisk dróg żółciowych prawdopodonie rak.
Nie stwierdzali jednoznacznie asekuracja. Nie miałem pojęcia że to wyrok wtedy!!!! Po Bożym Ciele trafiła do Konina , mieli tam udrożnić drogi żółciowe i umieścić endoproteze. Nie udało się im tam dostać.
Tak trafiliśmy do Warszawy na Brzeską 4 lipca.
Tam to zrobili przez skórę i udało się .Komfort życia poprawił się na miesiąc aż do 5 sierpnia. Potem było coraz gorzej . Zaparcia , puchnące stopy . Najgorsze jest to , że trzeba myśleć o hospicjum jak najprędzej , bo czasu ucieka a proces nowotworowy jest w toku.
W sierpniu w nocy 28 na 29 sierpnia przeżyliśmy koszmar. Mama cierpiała a lekarz z pogotowia nie chciał nawet przyjechać i złagodzić czymś ból.
Dzwoniłem dwukrotnie nad ranem usłyszałem lekarz rodzinny przyjmuje z 2h.
Pobiegłem po skierowanie do rodzinnego na oddział opieki paliatywnej =hospicjum. Własnym środkiem transportu wiozłem mamę tam. Walczyłem z gorączką z którą nie miałem szans wewnętrzna zapalenie otrzewnej. Podałem Pylarginę ale organizm mamy już miał wstrząs.
Pamiętam jej słowa Karolku pomóż mi bo ja nie dam rady ! To nie pomaga.
W hospicjum dali jej morfinę i może na koniec chociaż przestało boleć. Wymiotowała żółcią . Zmarła tego dnia 29 sierpnia 2011o godz.14:25 .
Trzeba wcześnie myśleć już o pomocy hospicjum najlepiej domowe.
Mama miała 58lat.
Płaczę jak to piszę , ale może Wam to pomoże! Od diagnozy do śmierci mineły niecałe 3miesiące. Nie da się zatrzymać tego cholerstwa i hocpicjum nie traktujcie jako umieralni . Oni jedyni pomagają tym chorym umrzeć godnie i bez bólu !

użytkownik
ewa

Pzezyłam i ja ten dramat..człowiek,którego kochałam nad zycie,wrócił dla mnie z wieliletniego pobytu za granica...lekarz z zawodu.Miesiąc po powrocie wystapiły pierwsze objawy tzn. zóltaczka z dnia na dzień skóra stawała sie bardziej zółta,wystapił swiąd skóry a to za sprawa wysokiego poziomu bilirubiny.Poczatkowo odmawiał pobytu w szpitalu,wierz ac a właściwie wmawiając mi ze to zwykła żółtaczka pokarmowa ale po kilku tygodniach udało mi sie doprowadzić do wizyty u lekarza i pobytu w radomskim szpitalu gdzie padła diagnoza...Przeszukałam internet w poszukiwaniu informacji,nawiazałam trzy kontakty w swiecie onkologów ,Belgia,USAi Kanada.niestety nigdzie nie dawano cienia szansy na wyleczenie.Nie jest prawda ze jedyny ratunek to przeszczep-tu ratunku nie ma.chorzy poddani przeszczepowi zyli od kilku tygodni do kilku miesiecy.Osrodki onkologiczne na swiecie nie prowadza badan nad metodami leczenia tej choroby z uwagi na mała ilosc zachorowan i szybki proces rozwoju choroby co oznacza ze jeszcze długo ludzie beda umierali na ten typ nowotwora.Moj partner zmarł dokładnie w 4 miesiące po pierwszych objawach,czyli po zazółceniu skóry...

użytkownik
KAROL

PISZĘ DO kAROLA , ta choroba to cholerstwo nie do powstrzymania,miałam chorego męża,dobrze miałam ,bo już niestety nie żyje.Ja chorobę rozpoznał szybko ,ale i tak było już za późno. Leczyliśmy się w Warszawie i tam przedłużyli mu życie 1 rok, z tego 8 miesięcy w normalnego życia. Miał 49 lat, brakuje mi go bardzo, juz płaczę pozdrawiam

użytkownik
Karol

Witam Was ponownie!
Dzisiaj przypadkowo trafiłem na taki link. Jakoś trudno mi się pogodzić ze śmiercią mamy. Może pomoże to innym , pytajcie lekarzy o to
http://www.youtube.com/watch?v=tR2DP3vlM_o

użytkownik
AFA

Witam, mój tata jest 7 rok po usunięciu woreczka żółciowego i wycięciu kawałka wątroby. Właśnie ma nawrót , guz klatskina. Źle się poczuł pożółkł , szybkie badania próby wątrobowe przy normach 40 i 60 ponad 2000 .
Szybka tomografia i niestety nie jest dobrze wręcz dramatycznie. Chemia nie da rady naświetlania nie będzie bo po operacji były zbyt mocne. Lekarze od początku mówili , że to bomba zegarowa która nie wiadomo kiedy wybuchnie . Jedyne co usłyszałem proszę Pana 7 lat !! ??? , rzadko kto 2 przeżywa.
Ręce mi opadły nogi się ugięły , na 17.02 mamy zabieg ( to znaczy sam nie wiem co to jest ) wiem , że będzie to protezka na od żółcenie organizmu.
DZIĘKI LINKOWI KAROLA pojawiła się mała nadzieja , żona i mama pracują w służbie zdrowia. Jednak nie chciano z Nami gadać o Radioembolizacji w końcu jeden prof. Nasz przyjaciel powiedział , że zabieg ten jest cały czas w fazie prób i nie jest do końca zaakceptowany . Jednak będziemy się starali zrobić wszytko aby się dostać na ten zabieg.

A jak to wyjdzie tego nie wiem. Dam znać jeszcze.
Dzięki jeszcze raz KAROL i pozdrawiam .

użytkownik
inka

15 lipca 2011r. moja mama pożółkła. Trafiła do szpitala gdzie po przeprowadzonych badaniach skierowano mamę na oddział. Tomogeafia i usg niczego nie wykazały a bilirubina codziennie rosła, więc skierowano nas na badanie endoskopowe. Trafiliśmy na Brzeską w Warszawie. Założono mamie endoprotezę, miała spadać bilirubina. Tam też usłyszałam diagnozę: guz przewodów żółciowych we wnęce wątroby. Spytałam lekarza jakie mama ma szanse i usłyszałam, że możemy próbować na Banacha ale raczej żadne. Nie wierzyłam. Myślę sobie to przecież niemożliwe, jest tyle zachorowań na raka i jakoś ratują ludzi... Bilirubina na początku trochę spadła z 20,3 na 17,8 ale kolejne badanie znów zaczęła rosnąć. Oczywiście trafiliśmy do szpitala na Banacha, Tam znów endoskop - pierwsza proteza ponieważ była plastikowa - była zapchana i wysunięta. Wymieniono ją na metalowy stent. Dwukrotnie podnoszono mamy przypadek na *kominku* i niestety - guz nieoperacyjny ponieważ były nacieki na żyłę wrotną i tętnicę. Pojechałam do doktora Ćwikły w Warszawie - to samo - nie ma szans bo guz jest z odmiany G2 - rak gruczołowy - nieukrwiony a metoda opiera się na wysyłaniu do guza cząsteczek radioaktywnych z krwią a i punktowe oddziaływanie odpada bo są nacieki na żyłę i tętnicę więc atakując guz doszłoby do uszkodzenia głównych naczyń baz których nie da się żyć. Po powrocie z Warszawy kolejne badania wykazały, że bilirubina znów rośnie. Dalej byłam nieufna. Wyjechaliśmy do Niemiec do rodziny. Wyjechali tam 20 lat temu i z dużą dozą nieufności podchodzili do Polskich lekarzy. Załatwili więc klinikę uniwersytecką specjalizującą się w chorobach wątroby - też to samo - a rezonans tam wykonany pokazał także niewielki przerzut do wątroby. Z Niemiec wróciliśmy z początkiem listopada. W Niemczech założyli mamie drenaż przezskórny i od tego czasu chodzi z workiem. Dziś jest 13 luty, mama jest z nami co prawda już prawie nie je ( 1,2 łyki manny i 200ml wody na dobę). Gaśnie nam w oczach, jest już taka chudziutka, od 2-m-cy ma plastry morfinowe, nie cierpi. Jest bardzo wyciszona, ale przez tych 7 m-cy przechodziliśmy przeróżne etapy. Ta choroba jest tak nieobliczalna, każdy organizm inaczej ją znosi. Nie ma schematu. Najgorsza jest kompletna bezradność. Chemia nie - bo jest wysoka bilirubina, operacja nie - bo umiejscowienie guza. Człowiek musi uśmiechać się do mamy, na jej pytania dotyczące gorszego samopoczucia odpowiadam, że nie wiem dlaczego. Mama ma 58lat. Była bardzo silną, energiczną kobietą, taki przywódca, a teraz jak małe bezbronne dziecko. Żal ściska serce, ale trzeba to przetrwać. Jak widać guz klatskina to wyrok. Moja mama gdyby dostała szansę na leczenie czy chemią czy operacją, jest tak silna psychicznie, że myślę iż dałaby radę, ale cóż...Jest nam bardzo ciężko. Wszystkim Wam życzę dużo siły tak jak mnie życzyła oddziałowa kiedy opuszczaliśmy klinikę w Niemczech. Trzeba walczyć o to by nasi bliscy nie cierpieli i mieli spokój i dużo naszej bliskości i ciepła, by czuli się szczęśliwi bo moja mama tego właśnie najbardziej potrzebuje, widzę że jak jesteśmy przy niej to chociaż nie ma już siły by rozmawiać to widać taki spokój na jej twarzy ze my przy niej jesteśmy. Trzymajcie się.

użytkownik
ELA

Mojego meza takze w lipcu 2011 zakulo pod zebrami , za chwile zchudl ,wyslalam go na badania , wyladowal w szpitalu z przewleklym zapaleniem watroby *ana dodatku rak komurkowo watrobowy szok -wyrok z przezutami do pluc.Na leczenie farmakologiczne za pozno mowili ,dostal 4 chemie po 2 mowili ze to cod rak sie wraca ,ale po 4 dozo wody w organizmie,i straszny bol brzucha ,zmarl po 3 dniach na moich oczach ,mial 37 lat
Straszna pustka zostala i zal ,dlaczego ON

użytkownik
Ela

Witajcie Kochani. Przechodze taz razem z mama (80l.) przeez te cholerna chorobe.Pierwsze objawy to zoltaczka mechaniczna 9 mies temu ,protezowanie 5 krotne drog zolciowych-nieskutecznw.Lekarze w radomiu dlugo diagnozowali...7 mies.:(!Ostatnia deska ratunku byla Wa-Wa i oddzial.leczenia 1-dniowego( Endoterapia).Lekarze chir.onkolodzy.skierowali ja tam w ostatniej chwili!!! Bilirubina utrzymywala sie wys.21.21...A ja patrzylam na pomaranczowa skore mamy izastanawialam sie ...czy przywoze ja do domu z powrotem??? autam czy karawanem:((((( Pojechalam z dusza na ramieniu!!! Lekarz przyjmujacy nas powidzial nam co nalezy zrobic..i zrobil!!!:))))) Zupelnie co innego niz objasniali mi to *FACHOWCY*:P w radomiu!!! Mama zyje!!! juz 6 tyg.po zabiegu. Nie ma slady po zoltaczce.Ma wilczy apetyt. Wiem ze rokowania sa zle...ale to najgorze przed nami:(((((...niech jak najdalej sie odsuwa w czasie...pozdrawiam .( Endoterapia-WARSZAWA-PRAGA) POLECAM.:)))))

użytkownik
ewa

Witam piszę i płacze 17 marca diagnoza 2 kwietnia proteza trzy miesiące spokoju i szok temperatura 40 stopni hospitalizacja i bezradność lekarzy mama ma 65 lat guz z przerzutami wątroby nie umię jej pomóc widze w oczach mamy błaganie o pomoc choć nie mówi tego umiera mi pomocy